Hej wszystkim! To mój pierwszy blog, w końcu się zebrałam i coś napisałam :). Wytrwałości! :D
W piękne środowe popołudnie, korzystając z tego, że przez pare dni muszę siedzieć mimo pięknej pogody w domu, postanowiłam napisać pare słów o naszych przygodach przed ESWC oraz o samym turnieju.
We wtorek, około godziny 17 dotarłam do „hotelu” (:D), gdzie czekały już na mnie zajebiste koleżanki z drużyny, dywizja Doty, Luke, Darky oraz wkurzony w4rLike (:*) :D
Jakies pół godziny wcześniej doszczętnie straciłam głos, przez co większość myślała, że byłam na grubej libacji, ale nie nie nie i tu was mam ! :D Wieczorem nastąpiła integracja :D Na świeżym powietrzu dołączyła do nas grupka robotników, której po pewnym czasie
zaczęło coś przeszkadzać, no ale mniejsza o to :D
Przejdźmy do porannej informacji, która obiegła chyba cały świat :)
Z dziewczynami od wczesnego ranka zaczęłyśmy się ogarniać, pakować rzeczy, słuchawki które dostałyśmy od sponsora „nemesis - mt3537” :). W pewnym momencie usłyszałam śmiech dochodzący z korytarza – tak! To był w4rLike, który biegł do nas z informacją. Wydawało nam się wtedy, że wydarzyło się coś zajebistego. Niestety.. Nie tym razem.
Wparował do nas do pokoju, zaczął czytać smsa. Chwila ciszy. Moja pierwszy myśl „What the fuck?! Na pewno robi sobie jaja”. Gdy zobaczyłam smsa na własne oczy, straciłam czucie w nogach i miałam ochotę glebnąć się na ziemię z załamania. Wszyscy wyszliśmy na zewnątrz. Piotrek wydzwaniał pod numer, który był podany w smsie, ale niczego konkretnego się nie dowiedzieliśmy. Wtedy wpadłam na genialny pomysł! :D Skoro jesteśmy już wszyscy razem i ESWC nam nie wypali, to śmignijmy sobie na LanCraft’a do Czech.
Kilka telefonów później…
„Dziewczyny zbierajcie się, jedziemy na lotnisko!” Banany, które były na naszych twarzach są po prostu nie do opisania :) Cieszyłyśmy się jak małe dzieci. Dotarliśmy na Okęcie, zjechała się reszta reprezentacji i czekamy.. na zbawienie ;) Po około 2h dotarł do nas Dexter (osoba z Beholderu). Na jego miejscu bałabym się wysiąść z samochodu. Ma u mnie „+” za odwagę :D Mijały kolejne godziny, w końcu padło na to, że na ESWC dotrzemy pociągiem. Szybko zawijamy się na Dworzec Centralny, by stamtąd udać się do Kolonii. W między czasie w Poznaniu dosiadła się do nas Emilia Łączyńska.
W ciuchci nastąpiła integracja, wszyscy dobrze się bawiliśmy. Sąsiadki w przedziale też mieliśmy fajne haha - grupa seniorek, która o 21:30 nawalała w ściany łokciami, że jesteśmy za głośno :)

stacja w Berlinie
Jedziemy, jedziemy i dojechaliśmy…
… do Kolonii, gdzie czekała na nas przesiadka w pociąg do Paryża, który miał być za 40minut. Nadjechała oczekiwana przez nas ciuchcia. Wchodzimy do środka – wow – fajnie wygląda, będzie fajna jazda! Po 3 minutach radości, dowiadujemy się, że musimy wysiadać. Bilety okazały się za drogie. Ekipa Beholderu poszła dowiedzieć się o bilety grupowe na następny pociąg, który miał przybyć w ciągu godziny. W tym samym czasie ujrzeliśmy przerażenie w oczach Kubena, który właśnie na tej stacji się skapnął, że nie ma swojego plecaka ze sprzętem. Około 2h później przydreptała do nas w/w Emilia, która poinformowała nas, że jednak udamy się do Paryża autokarem. Poszliśmy wszyscy na dworzec autobusowy, na który miał podjechać bus w ciągu 15 minut a pojawił się po około 2godzinach. Wszyscy wycieńczeni, spragnieni prysznica, wsiedliśmy do autokaru i po 15 minutach uderzyliśmy w kime. Jechaliśmy około 4godzin. Kierowca straaaaaasznie się ociągał, przez co myśleliśmy, że chłopcy nie zdążą na swoje mecze. Fartem dotarliśmy na styk.

miejsce rozgrywek
Szybka rejestracja i pędem do hotelu się ogarnąć. Niestety nie pamiętam co robiłyśmy do końca dnia, bo byłam zbyt padnięta podróżą i chorobą, która mnie odwiedziła dzień przed wyjazdem ;).
Kolejny dzień – dzień UniversalSoldiers Female !
Pobudka o 6:30, szybki ogar i wziiiit na miejsce. Godzina na rozłożenie sprzętu. Jak zwykle coś u mnie musiało przestać działać! Zarówno tym razem jak i na ENC padło na prawą słuchawkę. Dwóch kolegów z Doty pobiegło do hotelu po nowe i przynieśli mi aż 3 :D Dzięki chłopcy ! :)

marvelka, nenna, charlie, powerka, flowersik
Przyszła pora na pierwsze spotkanie – przeciwko dziewczynom z SK. Z góry wiedziałyśmy, ze ten mecz zakończy się dla nas porażka, ale miałyśmy chociaż rozgrzewkę, której potrzebowałyśmy na resztę spotkań. Ku naszemu zdziwieniu, dziewczyny z SK nie są od nas lepsze skillowo, tylko bardziej zgrane taktycznie.
Kolejny mecz z Francuzkami z zespołu Burning. Dziewczyny nas zaskoczyły, był większy opór niż z SK. Niestety mecz również zakończył się porażką.
Podłamane dwoma przegranymi meczami, totalnie na lajcie podeszłyśmy do meczu ze Szwedkami z UnFinished. Pierwsze wygrane rundy, wynik bodajże 7:2 dla nas.. Zdziwienie, okrzyki moich dziewcząt.. Emocje! W trakcie meczu okazało się, że mamy jeszcze szanse wyjść z grupy. Po tej wiadomości, którą przekazałam reszcie dziewcząt, nastąpiło zbyt duże podniecenie i kaput :P
Po rozegraniu wszystkich spotkań czekałyśmy na informację czy wychodzimy z grupy czy nie. Wszystkie poddenerwowane.. Niestety, nie w tym roku. Ale ESWC 2011 i nie tylko będzie nasze! Zobaczycie :)
Powerka & charlie = Team Psikus! :D
Z charlie wstałyśmy dość wcześnie. W sumie to obudziła mnie Magda, nie będę zdradzać w jaki sposób :D Nasza mała słodka tajemnica :D Mając dobry humorek od samego rana postanowiłyśmy się troszkę popsocić polskim zespołom :D Otwierając drzwi pewnie mieli niezłego zonka, a my miałyśmy fajną zabawę uciekając do pokoju :D

przyłapana na gorącym uczynku!
Disneyland i Wielki Finał
Od samego rana uderzyliśmy w Disneyland. To wszystko jest tak duże, że musielibyśmy chyba siedzieć tam tydzień, żeby wszystko zwiedzić :) Udało nam się zaliczyć tylko Rollercoastery – emocje niezapomniane :) Nie mogliśmy spotkać ani Myszki Miki ani Kaczora Donalda. Chyba wiedzieli, że Polacy przybyli i się pochowali :D Ale spotkaliśmy Gina i Jasminę :D Odwiedziliśmy jeszcze sklepik z pamiątkami i wróciliśmy do hotelu :)

powerka, charlie, nenna
Po około godzinie udaliśmy się do namiotu, w którym odbywał się finał Na`Vi vs SK-Gaming. Na miejscu było strasznie gorąco, z zawodników się lało nie tylko ze względu na emocje, które im towarzyszły, ale i z temperatury, która tam panowała. Osobiście bardzo się cieszę, że ESWC wygrało Navi a nie SK. Z Ukraińcami ja i charlie spędziłyśmy bardzo dużo czasu hahaha :D

To, co tygryski lubią najbardziej, czyli Afterparty !
charlie, powerka, Jacob, nenna, marvelka, Loord & av3k
Afterparty odbyło się w samym centrum Disneylandu wraz z Bobem Sinclairem, który uraczył nas zaaaajebistym setem, przy którym wszyscy dobrze się bawiliśmy, a zwłaszcza nenna :DD Szkoda tylko, że tak krótko. Z Disneylandu wszyscy przenieśliśmy się do pokoju Holendrów wraz z charlie, nenna, tazem, kubenem, thsem, avkiem, ceh9 i markeloffem. Dwóch ostatnich szybko musiało się zwinąć, bo mieli rano samolot. O godzinie 5 wszyscy udaliśmy się do pokojów, by odsapnąć po imprezie i móc wyruszyć rano do Polski.
Mam nadzieję, że miło się czytało :) Do następnego ! |
|